Coraz więcej klientów przychodzi do nas z działającym prototypem zamiast specyfikacji. Zrobili go sami w Lovable, Bolt albo v0, czasem jako kod wygenerowany w ChatGPT czy Claude. To dla nas dobra wiadomość: klikając prototyp, w godzinę rozumiemy więcej niż po kilku spotkaniach.
Prototyp pokazuje, co aplikacja ma robić. Nie pokazuje tego, co dzieje się, gdy użytkowników jest tysiąc, ktoś próbuje zajrzeć do cudzych danych, płatność przychodzi dwa razy albo serwer padnie w nocy. Tym zajmujemy się my: sprawdzamy, poprawiamy i bierzemy odpowiedzialność za działanie aplikacji po starcie.
Pracujemy tak samo przy dużych projektach. Klient z branży medycznej przysłał nam klikalny prototyp w HTML (88 ekranów) i brief produktowy. Prototyp był źródłem prawdy: co w nim jest, budujemy, czego nie ma, ustalamy osobno. Wersję produkcyjną budujemy w Laravelu, pod wymagania bezpieczeństwa klienta, a 80 gotowych szablonów wiadomości z prototypu trafiło do aplikacji jako dane startowe.
Rzeczy, o które łatwo się potknąć przy pierwszym wdrożeniu. W prototypie ich nie widać, u prawdziwych klientów wychodzą od razu.
Klucze API w kodzie przeglądarki, hasła w repozytorium, jedno konto admina dla wszystkich. Przenosimy je do zmiennych środowiskowych i nadajemy osobne dostępy.
W prototypie ukrycie przycisku wystarcza. W produkcji każdy zapis musi sprawdzić serwer albo reguły bazy, np. RLS w Supabase. Inaczej jeden użytkownik zobaczy dane drugiego.
Weryfikacja podpisu webhooka, ponowne wysłanie tego samego zdarzenia, zwroty i faktury. To miejsca, w których prototyp zwykle zakłada, że wszystko pójdzie dobrze.
Własna domena nadawcy, SPF, DKIM i DMARC. Bez tego maile z rejestracją i resetem hasła trafiają do spamu.
Kopia bazy, którą da się odtworzyć, i osobna wersja testowa. Zmiany nie trafiają już prosto na działające konta klientów.
Polityka prywatności, zgody, usuwanie konta i umowy powierzenia z dostawcami. Prawnika nie zastąpimy, ale technicznie przygotujemy wszystko, czego będzie potrzebował.
Prototyp działa na kilkunastu rekordach. Sprawdzamy, co się dzieje przy tysiącach: zapytania do bazy, indeksy, paginacja, obrazy.
Błędy zgłaszają się same, zanim napisze klient. Wiemy też, kto i kiedy zmienił ważne dane.
Klikamy prototyp, czytamy kod, jeśli jest. W ciągu 1–2 dni roboczych dostajesz ocenę: co zostaje, co przepisujemy i ile to kosztuje.
Backend, logowanie, uprawnienia, płatności i integracje. Wygląd i przepływy bierzemy z Twojego prototypu.
Testy automatyczne, tester QA na telefonie i komputerze, przegląd bezpieczeństwa przed pierwszym klientem.
Serwer albo Vercel i Cloudflare, domena, maile, kopie zapasowe i monitoring. Kod i dostępy są na Twoich kontach.
Poprawki, nowe funkcje i aktualizacje. Kolejne pomysły możesz dalej pokazywać nam jako prototypy.
Nie przepisujemy wszystkiego z zasady. Wygląd ekranów, teksty i przepływy zwykle zostają, bo to Twoja praca i dobrze pokazuje, czego chcesz. Przepisujemy to, czego użytkownik nie widzi: logikę na serwerze, uprawnienia, płatności, integracje i obsługę błędów.
Bywa, że taniej jest zbudować aplikację od nowa i traktować prototyp jako specyfikację. Wtedy mówimy to wprost po przeglądzie, z porównaniem kosztów obu dróg. Technologię dobieramy do problemu i budżetu: często Next.js albo Laravel, a gdy wystarczy, prostsze rozwiązanie albo gotowy system open source.
